W pewnym momencie każda strona internetowa wygląda podobnie: tekst jest gotowy, układ działa, ale całość wciąż wydaje się “pusta”. Najczęściej brakuje jednego elementu — dobrych obrazów. Zdjęcie potrafi natychmiast nadać klimat, wytłumaczyć kontekst i zatrzymać uwagę. Tyle że własna sesja zdjęciowa nie zawsze jest możliwa: potrzeba czasu, sprzętu, światła i obróbki. Wtedy do gry wchodzą darmowe fotostoki. Trzeba jednak pamiętać, że “darmowe” nie oznacza automatycznie “bez ograniczeń”.
Najzdrowszy nawyk, który ratuje przed problemami, jest prosty: zawsze sprawdź licencję przy konkretnym pliku. Zwykle znajdziesz ją na stronie zdjęcia albo w regulaminie serwisu. Dla większości zastosowań komercyjnych najłatwiejsza jest CC0 — pozwala używać i modyfikować obraz, często bez obowiązku podawania autora. CC BY wymaga atrybucji, a licencje typu CC BY-NC-ND potrafią zablokować użycie komercyjne i zabronić zmian, więc w projektach biznesowych trzeba na nie uważać.
Częsty błąd to myślenie: “wezmę darmowe zdjęcia i będę je sprzedawać”. Fotostoki zwykle nie przekazują praw autorskich — udzielają licencji na wykorzystanie. Możesz więc użyć zdjęcia w artykule, na landing page’u czy w poście, ale robienie z niego samodzielnego “produktu” do sprzedaży zazwyczaj narusza zasady.
Osobny temat to zdjęcia z ludźmi. W publikacjach blogowych bywa to bezpieczne, ale w reklamie i w tematach wrażliwych warto uważać, by obraz nie sugerował, że dana osoba popiera produkt. W takich przypadkach ważny jest model release — zgoda modela na komercyjne wykorzystanie wizerunku.
Do tego dochodzi “niewidzialny wróg” SEO: waga plików. Jeśli wrzucisz na stronę piękne zdjęcie o rozmiarze kilku megabajtów, strona będzie ładowała się wolniej. Dlatego dobra praktyka to: pobierz → zmniejsz → skompresuj → najlepiej zapisz w WebP → dopiero publikuj.
A teraz najważniejsze: skąd brać obrazy, żeby nie tracić czasu. Pixabay to klasyk, który sprawdza się “do wszystkiego”. Poza zdjęciami znajdziesz tam ilustracje, wektory i wideo; często można pobrać pliki w różnych rozmiarach, a w części workflowów wygodne jest szybkie przejście do edycji w Canva.
Life of Pix bywa świetnym wyborem, gdy zależy Ci na jakości i wysokiej rozdzielczości. Serwis stawia na estetyczne fotografie, ułożone w tematy (miasta, natura, tekstury, przestrzeń biurowa). Minusem może być to, że pliki bywają ciężkie, więc optymalizacja pod web jest praktycznie obowiązkowa.
Burst od Shopify jest mocno “biznesowy” — pasuje do e-commerce, landingów i marketingu. Zaletą jest układ w kolekcje tematyczne oraz to, że często możesz wybrać wersję o niższej lub wyższej rozdzielczości, zależnie od potrzeb.
Kaboompics warto znać, jeśli robisz dużo contentu do social mediów i chcesz spójnego stylu. Wiele zdjęć jest dostępnych w ramach całych sesji, co ułatwia budowanie jednolitej estetyki. Dodatkowo ważne są typy licencji: standardowa może pozwalać na zastosowania komercyjne, natomiast “editorial only” ogranicza użycie w reklamie czy brandingu.
Na koniec Startup Stock Photos — mniejsza biblioteka, ale przydatna, gdy obracasz się w tematyce startupów, technologii i pracy biurowej. Czasem mniejsze zasoby dają przewagę, bo łatwiej znaleźć mniej “oklepane” obrazy.
I wreszcie: fotostoki, AI czy własne zdjęcia? Najlepiej działa miks. Własne zdjęcia i screeny budują zaufanie, szczególnie gdy opisujesz produkt, zespół albo case study. AI potrafi stworzyć nietypową ilustrację, ale wymaga umiejętności i nie zawsze daje pełen komfort prawny. Fotostoki są natomiast najprostszą drogą, by szybko uzupełnić treści i skalować publikacje bez budżetu na sesje.